Drukuj

Wniosek o posadzenie alei

Jeden z mieszkańców Dobrogościc, niewielkiej miejscowości w gminie Złotniki Kujawskie, zgłosił do swego urzędu gminy wniosek o posadzenie alei drzew wzdłuż drogi biegnącej do wsi. Do wniosku dołączony został obszerny list argumentacyjny, oparty m.in. o informacje z naszych publikacji "Aleje Skarbnice Przyrody" oraz "Aleje Podręcznik Użytkownika". Po tym liście gmina zdecydowała się na przywrócenie stanu pierwotnego, czyli odbudowę pasa pobocza wraz z drzewami. Cała historia trwała około 7 lat, miała kilka zakrętów oraz nieoczekiwanych zwrotów akcji. Jednak opłaciło się - drzewa zostały posadzone.

Gmina posadziła drzewa przy drodze

Pan Kamil Prokosa przygotował projekt odtworzenia 3 km alei. Wiosną 2013 roku roku uczyniono pierwszy krok w realizacji tego projektu: na chwile obecną wygląda to tak że w linii kilku pozostałych pięknych starych drzew posadzono 72 młode drzewka (jarząb szwedzki). Drzewka te rosną wzdłuż drogi łączącej wieś Dobrogościce ze wsią Gniewkówiec. Jest to droga gminna, a jej administratorem jest Urząd Gminy w Złotnikach Kujawskich(woj. kujawsko pomorskie). Zarząd gminy obiecał że wiosną 2014r. cały projekt zostanie skończony, a Pan Kamil trzyma ich za słowo i obiecuje, że dołoży wszelkich starań aby tak się stało. Drzewa posadzono w odstępie 8 metrów, do tego dochodzą stare drzewa oraz miejsca gdzie przerwy między drzewami są większe z powodu wjazdów na pola uprawne. Na razie aleja ma około 1km długości.

Gmina posadziła drzewa przy drodze na wniosek mieszkańców

W Dobrogościcach znajduje się także stara, poniemiecka aleja klonów pospolitych, która ma ma 1km długości i prowadzi od ruin pałacu do szosy bydgoskiej. Jest dość mocno przetrzebiona ale jej forma nadal jest bardzo wyraźna. Pan Kamil prowadzi rozmowy z gminą na temat sadzeń uzupełniających aby zapewnić kontynuację .Aleja starych klonów krzyżuje się z nowo posadzonymi jarzębinami.

"Kilka godzin temu, spacerując tą młodą alejką zauważyłem na jednym z młodych drzew zaczęte ale niestety nie skończone gniazdko, co pokazuje jak bardzo te drzewa były tu potrzebne i ze warto było o nie walczyć." - pisze pan Kamil Prokosa.

Wraz z Panem Kamilem dziękujemy Zarządowi Gminy Złotniki Kujawskie za pozytywne rozpatrzenie wniosku. Równocześnie zachęcamy mieszkańców innych gmin, do występowania z podobnymi inicjatywami! Warto!

Zamiast wniosku o wycinke - złóż wniosek o posadzenie

Zamieszczamy fragmenty listu, jaki pan Kamil Prokosa wysłał do urzędu gminy:

Drzewa to nie tylko ozdoba, nie pełnią tylko funkcji estetycznych. Drzewa, nie dość że produkują potrzebny do życia tlen, to jeszcze pochłaniają dwutlenek węgla(CO2). Jedno duże drzewo jest w stanie pochłonąć tyle dwutlenku węgla, ile produkują dwa przeciętne gospodarstwa domowe. Im większe drzewo i więcej liści, tym więcej pochłaniają CO2 i produkują tlenu. 

Ustawa z dnia 31 stycznia 1980r. o ochronie środowiska i jego kształtowaniu mówi o zachowaniu równowagi zieleni na danym obszarze. Dowiedziałem się też o przymusowych sadzeniach przez gminę, jak i o nasadzeniach zastępczych za wycięte drzewa. Niestety na ten temat nie posiadam jeszcze żadnych sprawdzonych informacji. Mimo to wycinanie przydrożnych drzew w "mojej" wsi przypomina trochę rabunkowe wycinanie drzew, jak w dżunglach Amazonii czy Borneo. Mam 28 lat i za moich czasów nie posadzono żadnego drzewa, a wycięto niezliczoną ilość, w tym kilka drzewostanów spełniających kryteria, które pozwoliłyby nadać im tytuł pomników przyrody. Zlikwidowano kilka alej, w rezultacie czego droga zwęziła się o połowę. Drzewa obecnie rosnące są przez rolników podlewane ropą, opryskami, obkładane słoma i wypalane. Jest to wynikiem chciwości i głupoty. Wycięcie drzewa i wypalenie korzenia daje możliwość poszerzenia swojego pola o dodatkowy pas pobocza, rowu czy drogi. Stad problem szerokości dróg w naszej gminie, które w ewidencji mają 9 lub 10 m szerokości a w rzeczywistości 4 lub 5. Takie zachowanie rolników kwalifikuje się do kary zmniejszenia dotacji za cały areał. 

Około 7 lat temu kilkakrotnie byłem w Gminie w sprawie sadzeń, lecz bez rezultatu. Od tego czasu zaszło sporo istotnych zmian personalnych, dlatego ponownie wróciłem do tej sprawy i to bardziej zmotywowany. Jako osoba poważnie zaangażowana w ochronę środowiska i ekologię, mam dość liczne znajomości wśród leśników, właścicieli szkółek drzew czy organizacji ekologicznych - liczę wiec na rozmowę w tej sprawie. Dziwne wydaje się to, że w dobie ochrony środowiska, na które wydaje się kolosalne sumy pieniędzy, łatwiej jest o pozwolenie na wycinkę drzewa niż na jego posadzenie. Sprawa wydaje się jeszcze dziwniejsza, gdy uwzględni się fakt, że miejsca nie brakuje. Obecnie może się wydawać, że drzewa miałyby być sadzone na polach uprawnych - nic bardziej mylnego. Jak już wspomniałem, droga ma około 9 m, ale znaczna jej cześć jest uprawiana przez pseudo-rolników.

Uważam, że posadzenie drzew zgodnie z przepisami i pomiarem (o który również prosiłem 8 stycznia) oraz listowne zawiadomienie o sadzeniach i karach grożących za zniszczenie projektu każdego z właścicieli pól sąsiadujących z tą drogą (sadzonki, pasa pobocza), spowodowałyby zmianę punktu widzenia nawet najbardziej zagorzałych przeciwników zieleni. Tym bardziej, jeśli taki list byłby sygnowany pieczątką gminy lub ARiMR. Taki przykładowy list mający na celu poprawę świadomości rolników sporządziłem w przeciągu jednego wieczora i stał się on załącznikiem do mojego podania.

Chciałbym zauważyć, że mój projekt ma na celu tylko przywrócenie pobocza z drzewami, a nie tworzenie czegoś, czego jeszcze nie było. 

Dla przypomnienia napiszę, jak wielkie znaczenie ma zachowanie pobocza, drzew i granic (miedz) w czasach upraw monokulturowych. Szczególnie dla zwierząt takich, jak zając, przepiórka, bażant czy kuropatwa, które są gatunkami stepowymi, a nie - jak sią potocznie uważa - leśnymi. Tak jest też z wieloma innymi płazami, gadami i owadami. Zając w 1990 r. występował w Polsce w liczbie 1153800 szt., a w 2003 r. liczba ta spadła do 493900 szt. i ciągle maleje. Jedną z przyczyn tego stanu rzeczy jest zmiana systemu upraw, tworzenie wielkopowierzchniowych gospodarstw i likwidacja miedz, śródpolnych zagajników, kęp zarośli i poboczy z drzewami. Oczywiście powodów jest więcej, np. wzrost liczby drapieżników (głównie lisów, gdyż w wyniku podawania szczepionek zmniejszyła się liczba zachorowań na wściekliznę, a co za tym idzie, wzrost populacji - ale z tym problemem musza poradzić sobie kola łowieckie). Obecnie w Polsce zające szaraki sprowadzane są z zagranicy. Pozyskuje się też i wypuszcza na wolność młode osobniki ze organizowanych przez koła łowieckie zamkniętych hodowli. Jednak mimo prób zwiększenia ich liczebności, na wielu obszarach w dalszym ciągu odnotowywane są spadki liczby osobników. Nie możemy dopuścić do tego, żeby zając pozostał tylko symbolem świątecznym. W podobnej sytuacji znajdują się bażanty, kuropatwy i przepiórki. Kuropatw w Polsce obecnie jest 380 tys., co w porównaniu z początkiem lat 90tych daje dwu i półkrotny spadek liczby osobników. Także w tym przypadku problem tkwi w zmniejszaniu się obszarów występowania (kurczenie się przestrzeni życiowej) tych zwierząt, czyli wspomnianych "zielonych oaz" - pasów zieleni przydrożnej, miedz, kęp zarośli, gdzie zwierzęta mogłyby się schronić przed opryskami, nawozem czy maszynami rolniczymi.

Mogłoby się wydawać, że zboczyłem z tematu sadzeń, ale jak mówi teoria przyczynowości Arystotelesa - zdarzenie A jest ściśle powiązane ze zdarzeniem B i powoduje zdarzenie C. Akcja-reakcja. Tak jest i w tym przypadku: brak zieleni - brak miejsca bytowania, a w konsekwencji wyginięcie. Na dzień dzisiejszy teren ten wygląda jak pustkowie. Ptaki nie mają na czym usiąść. 

Dziś wycięcie drzewa trwa kilka sekund, a wzrost i osiągnięcie przez nie rozmiarów zapewniających drzewu samodzielność i bezpieczeństwo, to proces często dużo dłuższy niż ludzkie życie. Na świecie mnóstwo pieniędzy jest przepijanych, marnowanych przez ludzką głupotę.

Wychodzę z założenia, że jesteśmy częścią całości. Jeśli nie będziemy wrażliwi na przyrodę, to w konsekwencji będziemy ją niszczyć. Jaką przyszłość szykujemy dzieciom? Jeśli przyjmiemy perspektywę globalną, to zawsze znajdzie się coś ważniejszego niż takie drzewa. Ja chcę je posadzić tu i teraz. Lepiej myślmy wszyscy, żeby naprawiać to, co jest w naszym zasięgu. Wtedy znajdą się pieniądze zarówno na drzewa, jak i na rozwiązanie innych problemów. Posadzenie drzew nie wiąże się z wielkimi wydatkami. Jeśli wszystko zrobi się jak należy, to jest to inwestycja na kilkadziesiąt lat albo i dłużej. Jest to także wielki wkład w odbudowę środowiska naturalnego oraz poprawę atrakcyjności zarówno wsi, jak i samej drogi. Gdyby po mojej pierwszej prośbie posadzono te sadzonki, dziś cieszylibyśmy się pięknymi młodymi drzewami.   

W krajach zachodnich takich, jak Niemcy, Francja, Szwajcaria, w zależności od regionu od jakiegoś czasu propagowane są ogólnospołeczne akcje związane z sadzeniami. Polegają one na powszechnym zawiadamianiu mieszkańców danego obszaru, miasta czy wsi o miejscu, dacie i godzinie spotkania w terenie, na którym ludzie całymi rodzinami sadzą własne drzewko na poboczu drogi. Sadzonkę otrzymują na miejscu lub przywożą ja ze sobą pod warunkiem, że jest to sadzonka, której gatunek dopuszcza się do sadzeń  przy drogach. Ludzie ze swoimi pociechami robią sobie zdjęcia z drzewkiem. Dla tych, którzy mieszkają w mieście lub bloku, często jest to jedyna okazja, żeby posadzić swoje własne drzewko (mimo, że nie na własnym terenie). Mówi się, że zarówno po dzieciach, jak i po przyrostach drzew najlepiej można zaobserwować upływ czasu. Nie mam pojęcia, czy w naszym pięknym kraju taka akcji by się przyjęła, ale warto spróbować np. w szkołach podstawowych na lekcjach biologii.

Uważam, że przyroda to nasze dziedzictwo, a przez nasza obojętność przyczyniamy się do jej degradacji.

Piszę to wszystko, gdyż zdaję sobie sprawę z faktu, iż większość pracowników Gminy nie miała okazji jechać tą drogą, ani nie zdawała sobie sprawy ze skali problemu niszczenia i usuwania przydrożnych drzew. Ponadto myślę, że sadzenie przydrożnych drzew jest najlepszym rozwiązaniem, biorąc pod uwagę problem dróg wiejskich, ich mniej lub bardziej świadomego niszczenia przez rolników, do których i ja się zaliczam. Drzewa jako bariera, wyraźna granica między polem, a drogą.